Wilk syty. A owca?

Wydawać by się mogło, że muzyczne serwisy streamingowe są wspaniałym rozwiązaniem  jednego z głównych problemów związanych z pozarynkowym obiegiem kultury – finansami. Miało być prosto: artyści udostępniają swoje utwory, słuchacze mogą korzystać z nich za darmo dzięki reklamom, które „pokrywały” koszty odsłuchu.  I w zasadzie model ten działa w praktyce, jednak nie jest tak kolorowo jak wszyscy zakładali.

Jeśli nie wiadomo o co chodzi…

… to chodzi o pieniądze. Faktycznie – w serwisach streamingowych artyści (lub też wydawnictwa) pokładali wielkie nadzieje. Odważny krok udostępnienia swoich utworów w formie cyfrowej, by mógł korzystać z nich cały świat, miał rozwiązać problem „uciekających” przez pozarynkowy obieg kultury dochodów. Oczywiście – coś się zmieniło – pojawiły się zyski. Jednak są w  większości na tyle niskie, że aż nic nie znaczące.

Z punktu widzenia twórców streamingów…

Twórca Spotify odnosząc się do pojawiających się głosów o niskich dochodach płynących ze streamingu dla artystów, tłumaczy  że zyski będą wzrastać wraz z przybywaniem kolejnych słuchaczy, którym również trzeba dać czas na eksperymentowanie, budowanie własnej muzycznej biblioteki – wówczas będą zdecydowani na większe wydatki na muzykę. Ciekawe jednak jest to, że żaden z serwisów streamingowych nie odważył się opublikować faktycznych stawek, jakie dostają artyści i wytwórnie za udostępnienie swoich utworów.

Nie do końca wiadomo, ile Spotify oddaje wytwórniom za streaming, ale mówi się o tym, że to aż 35 centów za każde 100 streamingowanych utworów.  (…) Spekuluje się, że artysta otrzymuje ok 5 – 6 centów za 100 odsłuchań swoich utworów w serwisie streamingowym.

Autorzy blogów podjęli się nawet pewnych obliczeń, oddziałujących niewątpliwie na wyobraźnię:

Małe, niezależne zespoły praktycznie nie mają szans na zarobek za pośrednictwem serwisów streamingowych. By zarobić polską płacę minimalną (1 500 złotych brutto) zespół musiałby zanotować około 136 tysięcy odsłuchań w iTunes Match w miesiącu lub około 46 tysięcy na Spotify.

… i artystów

Analizy swoich dochodów z serwisów streamingowych podjęli się sami artyści. Wiolonczelistka – Zoe Keating  – przez pół roku zapisywała i publikowała liczbę odtworzeń jej utworów w serwisie Spotify. Chciała po prostu mieć rozeznanie ile tak naprawdę zarabia na muzyce dostępnej w Internecie, przez co w jej zestawieniach pojawiają się także dochody z iTunes oraz serwisów obsługiwanych przez Soundexchange.

Okazało się, że odtworzenie jednego utworu artystka otrzymuje 3/10 centa, co nawet w przypadku większej ilości odtworzeń daje naprawdę niewiele procent wobec innych branych pod uwagę w zestawieniu serwisów i „sklepów” z muzyką.

Wymierne?

Można się oczywiście zastanawiać, czy wyżej opisany przykład jest wymiernym. Na youtube.com najpopularniejszy utwór wiolonczelistki został odsłonięty ponad 300 tysięcy razy, inne wahają się między 10 a 30 tysiącami. Nie można więc mówić o wielkiej popularności Zoe Keating. Jednak wskazuje to na kolejne – duże – mankamenty serwisów streamingowych jako modelów biznesowych. Artyści otrzymują zapłatę za każde 100 odtworzonych utworów. Oczywiste jest więc, że to ci najpopularniejsi będą mieli odtworzeń najwięcej, a tym samym – będą mieli „największe” zyski (których być może nawet nie zauważą). Serwisy streamingowe nie sprzyjają więc mniej popularnym artystom, dla których serwisy streamingowe stają się raczej formą promocji, a nie zarobku.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s