Wolna kultura – w czym rzecz?

Nie można rozpocząć rozważań o wolnej kulturze w kontekście muzycznym bez dookreślenia, czym właściwie wolna kultura jest. Zwykle kojarzy się z łatwą dostępnością, a co za tym idzie, z dosyć rzadko spotykanym użytkowaniem bez ponoszenia żadnych kosztów. Książka Wolna kultura Lawrenca Lessinga zdaje się być odpowiednim źródłem informacji na temat sposobu funkcjonowania wolnej kultury.

Wszystko zaczęło się od Internetu. Zawładnął naszą codziennością, modyfikując ją również w polu kultury. Są to zmiany czasem nieuświadomione, aczkolwiek istotne. Należy przypomnieć, że kiedyś istniał wyraźny podział na kulturę komercyjną (produkowaną w celu sprzedaży, objętą prawem) oraz kulturę niekomercyjną, czyli tą „wolną”:

Kultura niekomercyjna to cała reszta. Kiedy staruszkowie siedzący na ławkach w parku, czy na rogu ulicy opowiadali dzieciom i innym osobom różne historie, była to kultura niekomercyjna. (…) Oczywiście, jeśli twoje opowieści były sprośne, albo jeśli twoje piosenki wzniecały niepokój, prawo mogło interweniować. Nigdy nie było jednak bezpośrednio zaangażowane w proces kreacji czy rozpowszechniania tej formy kultury i pozostawiało tę kulturę „wolną”. Zwykłe sposoby, w jakie zwykli ludzie dzielili się i zmieniali własną kulturę, takie jak opowiadanie historii, odgrywanie scen ze sztuk teatralnych czy telewizji, udział w fan klubach, dzielenie się muzyką i przegrywanie taśm były przez prawo pozostawione same sobie.

Prawodawstwo było więc domeną kultury komercyjnej, reszta wytworów posiadała ogromną swobodę, sprzyjając w ten sposób kreatywności, twórczości. W dzisiejszych czasach wszystko się zmieniło. Kultura została pozbawiona tego dychotomicznego podziału. Przestajemy być kulturą wolną na rzecz kultury zezwoleń. Dlaczego tak się stało? Zdaniem autora – Internet, wraz ze swoją siłą w procesie kształtowania rynku kultury, zagraża istniejącym przemysłom medialnym. Instytucje, które miały chronić twórców i wynalazców – coraz częściej hamują ich ekspresję, skupiając się w zasadzie nie na kulturze, ale na monopolizacji i skupieniu własności intelektualnej w kliku ośrodkach.

Lessig przywołując hasło „wolnej kultury”, chce w zasadzie przywrócenia pierwotnego znaczenia instytucji ochrony praw autorskich. Ochrona ta ma być zapewniona twórcom, a nie koncernom wydawniczym, fonograficznym, filmowym, czy w ogóle poszczególnym tworom artystów.  W ten sposób ma być poszerzone pole do kreowania, ekspresji, tworzenia, bo – jak argumentuje Lessig – istotą twórczości było zawsze połączenie kopiowania, łączenia, przetwarzania dorobku już istniejącego z aktami oryginalnej ekspresji. Jeśli więc kultura ma się rozwijać  twórcy muszą mieć możliwość legalnego korzystania z dorobku innych twórców. Idealnym przykładem jest tu hip – hop, w pewnej części oparty przecież na samplingu.

W koncepcji Lessiga to autor ma określać zasady funkcjonowania jego dzieła – dostępność, możliwości wykorzystania itd. Znikają więc licencje, które chronią sam wytwór artysty (czasami nawet paradoksalnie przed samym artystą). Jak zwykle pojawia się jednak problem zarobków – dla artystów bowiem tworzenie jest zwykle pracą, z której chcieliby się utrzymać. Stąd tez idea Lessiga nieco ich przeraża – „wolność kultury”, wolność dostępu wytworów jest bowiem  dla nich równoznaczna z pozbawieniem wszelkich dochodów. Lessig wskazuje, że i tak na skutek rozwoju technologii muszą zmienić się „modele biznesowe”, czyli sposoby zarabiania na twórczości – nie można tkwić w anachronicznym modelu honorariów i tantiem.  Model ten musi być dopasowany do zmieniającego się środowiska,  w którym w ogóle twórczość może zaistnieć – co z tego, że będzie surowe prawo autorskie zabraniające kopiowania, jeśli i tak coraz trudniej jest to prawo egzekwować? Może już lepiej – w kontekście muzyki –  udostępnić nagrania za darmo, a zarabiać na koncertach?

Internet daje sporo możliwości zróżnicowanej, większej i żywszej twórczości, zwalcza się jednak ten potencjał prawami autorskimi i ochroną własności. Czy słusznie? Nie chodzi o to, by propagować piractwo, a zastanowić się co pod pojęciem „piractwa” dokładnie się znajduje.

Czy możemy dziś mówić o wolnej kulturze, czy pojęcie to jest na tyle wyniszczone wojną o prawa autorskie i tantiemy, że jest tylko pustym frazesem? Czy w ogóle pojawiające się nowe sposoby rozprzestrzeniania i dostępu do muzyki w jakikolwiek sposób realizują ideę „wolnej kultury”? Na to pytanie być może uda nam się odpowiedzieć wkrótce ;)

Tekst źródłowy dostępny w Internecie: L. Lessig Wolna kultura: http://www.futrega.org/wk/

Reklamy

2 responses to “Wolna kultura – w czym rzecz?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s